Życie bez pudła!

0 Flares 0 Flares ×
tv

Prosimy nie regulować odbiorników!

 

Nie planowaliśmy tego- po prostu tak wyszło… Ale naprawdę – lepszy przypadek nie mógł nam się w życiu trafić!!! Gdy ktoś po raz pierwszy odwiedza nas w domu, po chwili konsternacji pyta:

„a gdzie wy macie tv?!!??”

Znajomi zasypują nas żartami a rodzina przy każdej możliwej okazji próbuje nas tym sprzętem obdarować. A my? Na myśl, że miałoby teraz stanąć w salonie grające pudło robimy minę jakby ktoś nam zaproponował do zjedzenia łyżkę soli …

Zastanawialiście się kiedyś czy moglibyście żyć bez telewizora w domu?

W dobie tabletów, smartfonów, filmów 3D i aplikacji z zabawami dla niemowląt? Trudno to sobie wyobrazić, prawda?

Jak to się stało że zrezygnowaliśmy z tego, bez czego inni nie wyobrażają sobie życia?

Po prostu- tak wyszło :)

A więc – gdy zamieszkaliśmy razem stanowiliśmy całkiem standardową parę. Praca, z pracy do domu,kolacja, wiadomości, film, jakiś serial. O poranku telewizja śniadaniowa a jak wpadali goście – kanały muzyczne czy rozrywkowe . Oglądaliśmy doktora Housa, Top Gear  i mieliśmy niezły ubaw z „Pamiętników z wakacji” 8-)   Telewizor nie chodził u nas non stop ale gdy nie było co robić -pilot szedł w ruch. Do dnia kiedy pudło się zepsuło :) Po prostu przestało działać! Nie mieliśmy ochoty bawić się w wożenie i naprawianie,  a na żaden konkretny nowy model nie mogliśmy się zdecydować. Tak mijały dni, potem tygodnie, i… zaczęło być pięknie!!

Najpierw odczuliśmy ulgę z powodu braku reklam! Oh yeaah! Nigdy więcej 15 minut filmu przerwanych 40 minutową przerwą reklamową! :D Zaczęliśmy oglądać filmy online i ze starych płyt – a trochę tego było ;) Wieczory mijały a filmy zaczęły się kończyć… Czasem wyskakiwaliśmy do kina :) W międzyczasie odkryłam że mam smykałkę do gotowania i robienia biżuterii, w wolnych chwilach miałam też wreszcie czas na uporządkowanie dysków ze zdjęciami. Stopniowo, nieświadomie odzwyczajaliśmy sie od odmóżdżania przed tv,  a znajdowaliśmy sobie inne,ciekawsze zajęcia. Wieczorne spacery, rowery, wypady na miasto, basen, siłownia, spotkania z sąsiadami :D

Lata mijały, a my wcale nie tęskniliśmy za pudłem, byliśmy na bieżąco z wiadomościami ze świata- ale zamiast oglądać  komercyjną sieczkę czytaliśmy sobie newsy tam, gdzie nikt nie modyfikował ich treści ;) Wyprostowały się nasze światopoglądy, przestaliśmy kupować to , co polecają reklamy a zaczęliśmy polegać na sprawdzanych u różnych źródeł opiniach i recenzjach…

Zaszłam w ciążę i wieczorami , zamiast przeżywać śmierć Hanki w kartonach siedziałam sobie na balkonie, łuskałam bób i słuchałam  jaskółek. Albo dyndałam sobie w hamaku z bardzo mądrymi książkami :)

Fajnie tak zająć się swoimi sprawami , a nie śledzić z przejęciem wyreżyserowane poczynania fikcyjnych bohaterów :) Zaczęłam czytać to,  na co nigdy nie miałam czasu , a co uznałam za potrzebne ;)  Podszkoliłam się z dziecięcej psychologii rozwojowej, połknęłam Tracy Hogg oraz przeczytałam Hafiję od deski do deski :D  To był idealny czas na przygotowanie się do nowej roli z życiu. W ciąży zaczęłam też słuchać płyt z muzyką klasyczną które bardzo mnie odprężały ,na zmianę z Guns’nRoses i Dżemem :D

Potem urodził się mały Cudaczek i tym bardziej przestaliśmy odczuwać potrzebę posiadania telewizji. Cudne,wspaniałe wspólne wieczory z odkrywaniem siebie, poznawaniem tego małego człowieka, z fikaniem z nim  na dywanie ,z książkami. Dziecko po kolacji i kąpaniu szło spać a my mieliśmy czas dla siebie. Dla siebie, nie dla tv :)

No właśnie,  a jakie jest dziecko wychowywane bez tv?

To dziecko potrafi fantastycznie się samo bawić. Samo sobą zająć. Wie że jestem obok i zawsze może mnie zawołać ale lubi działać w skupieniu- sam. Ma teraz nieco ponad dwa lata. Układa klocki, bawi się autkami, zwierzątkami,namiętnie składa puzzle, przesypuje małe elementy koparką, parkuje samochody, rozkręca śruby w zabawkowym warsztacie, układa domino,przybiega  pomagać w domowych pracach… Gdy rano wstanie -biegnie do zabawek lub do naszego łóżka z książeczkami do czytania. Nie wyobrażam sobie, że miałabym go „spławiać” bajkami w tv. Gdy mam coś ważnego do zrobienia-np majstruję przy bulgoczących garach na kuchence- a on akurat plącze się pod nogami, proszę by poszedł się pobawić, wskazując mu konkretny przedmiot. I on odchodzi, bierze zabawkę i się nią zajmuje. Jeśli bardzo potrzebuje uwagi to ją dostaje, najczęściej jednak gada do mnie jak najęty z dywanu, a ja mu z kuchni odpowiadam robiąc swoje.

Nie-telewizyjne dziecko nie ma problemów z koncentracją, nie potrzebuje bajki do zjedzenia obiadu, nie potrzebuje bajki na tablecie podczas podróży samochodem czy samolotem. Gdy jest pochłonięte rysowaniem lub układankami, nic nie rozprasza jego uwagi. Jeśli akurat w domu panuje cisza i ktoś dorosły włączy nagle jakiś filmik na telefonie/laptopie – podejdzie i chce zobaczyć co to, tak samo gdy za oknem przejedzie kopara lub gdy usłyszy samolot :) Oczywiście, że ekran go interesuje-ale nie jest priorytetem.

Czy nigdy nie oglądał bajek? Byłabym hipokrytką gdybym powiedziała , że nie. Dziadkowie z obu stron próbują za każdym razem (nie wiem po co) włączać mojemu dziecku jakieś bajki i na siłę go uszczęśliwić pomimo tego, że ładnie się akurat bawi. Kreskówki słabo go interesują. Od Teletubisiów czy Świnki Peppy odwraca się wręcz z pogardą… Ale jeśli w telewizji w gościach leci akurat Top Gear to mój syn ogląda. Realnie i w skupieniu patrzy. Uwielbia samochody,wielkie maszyny, pociągi…  Podobnie jak programy podróżnicze czy przyrodnicze. „Boso” Wojciecha Cejrowskiego na przykład :-o  Kiedyś w odwiedzinach u znajomych z zainteresowaniem oglądał dokument przyrodniczy o drapieżnych ptakach  :-o  Dzieci z Bullerbyn czy Przygody Pippi Langstrumpf (nie animowane) obejrzy w całości i poprosi o dokładkę. Wiem, bo zimą sama oglądałam a on razem ze mną :) Teraz był w szpitalu i w ciągu dnia często koniecznie były inhalacje. Czasem sam trzymał maseczkę ale czasem miał już dość i wyrywał się, a że ciężko było mi jednocześnie wywijać zabawkami i trzymać inhalator posiłkowałam się Youtubem z telefonu. Hipnoza. Przeraziło mnie to, jak dziecko potrafi się wyłączyć. Fakt , że z piosenki z alfabetem nauczył się kilku nowych wyrazów. Ale domagał się jej wciąż od nowa. Tym bardziej utrwaliłam w sobie przekonanie że dziecko powinno doświadczać świata samo, a nie zostać nim zbombardowanym poprzez kolorową wizję. Korzystanie z tableta, telewizji,laptopa przez rodziców by zając dziecko to potężna broń. Trzeba to robić z rozsądkiem i z pewnością im dziecko jest młodsze- tym rzadziej.

Co będzie dalej? Nie wiem. Jak dotąd podtrzymuję zdanie, że na oglądanie bajek ma jeszcze czas. Nie wiem czy telewizja pojawi się w naszym domu. Są na pewno bajki i programy które mają jakiś wartościowy przekaz, z których można coś wyciągnąć…ale są też książki… Książki które mój syn uwielbia. Ma swoje ulubione. „Ulicę Czereśniową” , wiersze Juliana Tuwima czy Automoto. Wałkuje je po kilka razy dziennie. Potem buduje z nich garaże i parkuje w nich swoje resoraki :) Miałabym mu to odebrać?  Nie wyobrażam sobie że podczas wspólnych posiłków gdzieś w tle miałby lecieć jakiś program,albo przy śniadaniu-zamiast rozmawiać, uciszalibyśmy się nawzajem żeby posłuchać co nowego w światowych trendach…

Co więc dalej? Nie mam pojęcia! Jak dotąd jest mi dobrze z tym, że mój syn nie wyrywa mi z rąk telefonu czy laptopa bo chce bajki czy gry. W czasie podróży podziwia widoki za oknem albo idzie spać. Gdy wstanie rano dużo wcześniej od nas idzie do zabawek i się bawi. Nie ma swojego tableta ani kolekcji bajek na dvd. Ma klocki, książeczki,autka i swoją piaskownicę w ogródku.  Czy jest z tego powodu niezadowolony?

Kiedyś go o to zapytam :)